2 maja 2013

Rozdział I


     Jeden krok. Drugi krok. Trzeci...
   Alicja sprawiła, że na nowo odkryłam tę przyjemniejszą część życia – zaczęłam bywać. Wszędzie. Z każdym. Codziennie.
- Przez ostatnie kilka lat byłam pewna, że jestem na to już za stara – powiedziałam ze śmiechem, kiedy usiadłyśmy w klubowej loży. - Jezu, chyba odmłodniałam!
- Nowe życie, jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? - zapytała, choć miałam wrażenie, że bardziej interesował ją drink, bo obserwowała go nader skwapliwie.
- Z każdym dniem coraz bardziej. Alka, jest CUU-DOO-WNIEE!
     Tak wyglądały nasze weekendy, które były przeplatane klubami, pubami, spontanicznymi wyjazdami, bo rzadko spędzałam samotne wieczory. Byłam wszędzie tam, gdzie do tej pory być nie mogłam lub nie chciałam, bo nie wiedziałam, że wypada. Mój zakrzywiony obraz rzeczywistości, mnie samej, wreszcie wrócił na odpowiedni tor. Parłam do przodu z niesamowitą prędkością, bez chwili refleksji nad tym dokąd to prowadzi. Mama powiedziała mi trzy tygodnie temu, że w końcu uderzę w jakąś ścianę, gruby mur. Zapytałam wtedy o co jej chodzi, ale ona tylko pokręciła głową. Oznajmiłam jej: Jestem wreszcie szczęśliwa. Nie chcesz bym była? Odparła mi, że za jakiś czas zrozumiem.
    Zanurzyłam usta w kolorowym drinku, zdradliwym, ale tak dobrym, że nie mogłam się oprzeć. Przymknęłam na chwilę oczy, tętniła we mnie muzyka, a po ciele wędrowały światła. Czułam się odprężona i gotowa na więcej.
- Ten w niebieskiej koszuli, gapi się na ciebie! - Alicja wrzasnęła tak głośno, że musiał ją usłyszeć cały klub.        
     To oczywiście niemożliwe, bo muzyka zagłuszała najmniejsza nawet myśl, ale przez moment tak pomyślałam. Kiedy Alka odsunęła się ode mnie, po kilku chwilach, zerknęłam w prawo, bo tam rzekomo stał tenże jegomość.
         Nie patrzył na mnie, był zajęty rozmową ze znajomymi i chyba świetnie się bawił, bo szeroki uśmiech nie schodził mu z ust.
          Był niezaprzeczalnie przystojny.
        Zerknęłam w jego stronę jeszcze raz, ale wciąż patrzył tylko w jednym kierunku. Alicja pociągnęła mnie głębiej w tłum i tym samym rozpłynął się za dziesiątkami ciał.
       Znowu lubiłam się bawić, a raczej – znowu mogłam to robić bez poczucia winy czy niesmaku. Wszystko było tak, jak wtedy, kiedy miałam dziewiętnaście lat i cały świat stał przede mną otworem. Cudownie było czuć tę lekkość!
       Noc to gonitwa – od baru, na parkiet, do toalety, na parkiet, do baru... Lubię ją. Lubię zamawiać taksówkę i jechać nią przez miasto, aż do mojego pięknego mieszkania, mówić Alicji, żeby została, bo przecież jest wolne miejsce, a ona wtedy nie odmawia. Lubię wstać rano, wcześniej niż powinnam i zrobić masę rzeczy, a potem pobiec do pracy i zdążyć w ostatniej minucie opaść w fotel. Lubię tę kawę z ekspresu, którą piję przez cały dzień, lubię Marka, bo przecież nie ma lepszego mężczyzny na świecie i gdyby on mnie kochał, to ja też mogłabym go pokochać. Teraz już lubię wszystko, co jest wokół mnie.
       Uśmiechnęłam się sama do siebie i wtedy dopiero wróciłam na ziemię. Alicja tańczyła obok mnie z jakimś chłopakiem, miał może nieco ponad dwadzieścia lat. Uśmiechnęłam się jeszcze raz i postawiłam usiąść.
- Przepraszam – usłyszałam, kiedy wpadłam na mężczyznę.
        W niebieskiej koszuli.
        Pod kolor koszuli dobrał również swoje oczy.
        Uśmiechnęłam się do niego szeroko, troszkę zbyt entuzjastycznie.
- To ja przepraszam – odkrzyknęłam, by mógł mnie usłyszeć.
Jeszcze raz tylko zerknęłam w stronę jego oczu, by zapamiętać to spojrzenie, a potem minęłam go i dobrnęłam do baru.
- Colę z lodem – zamówiłam i wspięłam się na wysokie krzesło, które było wyjątkowo puste. Odwróciłam się na nim w stronę parkietu i dostrzegłam Alicję z tym samym chłopakiem, teraz w nieco bliższym kontakcie.
         Sączyłam napój przez różową słomkę i czułam się niesamowicie dobrze. Jeszcze lepiej, niż chwilę temu. Poszukałam wzrokiem mężczyzny w niebieskiej koszuli. Lewa strona – nic, środek – nic, prawa strona... Niebieskooki szedł w stronę baru. Rozglądał się, więc domyśliłam się, że szukał znajomych. Z tego baru był dobry widok na salę.
       Odsunęłam słomkę i jeszcze raz na niego spojrzałam – był doskonały. Przygryzłam dolną wargę. Czułam, że wcześniej za dużo wypiłam, ale nie byłam już taka pijana, mój umysł robił się trzeźwy. Niebieskooki musiał być naprawdę przystojny. I to jego przepraszam było niezwykle pociągające. Zupełnie inne.
         Niebieskooki zbliżył się do mnie, a potem nagle był tuż obok – pomiędzy mną, a krzesłem nieopodal. Odwróciłam się w jego stronę. Słyszałam, że zamówił jakiegoś drinka, którego nazwy raczej nie powtórzę.
Odwrócił głowę w moją stronę i znowu się uśmiechnął. Odwzajemniłam ten gest i przekręciłam się w stronę baru. Sączyłam powoli colę i próbowałam na niego nie patrzeć, choć czułam, że nadal jest obok, że tego drinka pije ze mną.
- Jak się bawisz? - usłyszałam.
         To pytanie było niezaprzeczalnie skierowane do mnie.
- Z każdą minutą coraz lepiej – odparłam, odwracając się do niego.
         Był naprawdę wysoki i... piękny. I naprawdę nie potrafiłam powstrzymać tych myśli.
- Waleria – wyciągnęłam rękę.
        W końcu mamy równouprawnienie, prawda? Kobiety nie muszą już czekać aż dżentelmen ruszy w jej kierunku i wyzna dozgonną miłość.
         Istnieje coś takiego, jak dozgonna miłość?
- Alek - uścisnął moją dłoń. - To ja wpadłem na ciebie, czy ty na mnie?
- Która wersja jest lepsza?
- Ten, kto wpadł stawia drinka – zaśmiał się dźwięcznie.
- Ja już dzisiaj nie piję, więc niech będzie druga wersja.
- To chyba musimy wymyślić coś innego, bo to już mój ostatni – wskazał na kolorową szklankę. - To ja jestem większy, więc większa też ze mnie niezdara – zatem, to ja wpadłem.
- Mogę teraz wybrać rekompensatę, tak?
        Skinął głową, ale jakby się zawahał. Czyżby przeraziła go moja osoba? A może tylko mi się coś wydaje?
- W takim razie dopij drinka i zaproś mnie na parkiet – powiedziałam i spojrzałam w jego oczy tak głęboko, że nadałam tym kilku słowom o wiele większe znaczenie.
        Przesadziłam. Na pewno, przesadziłam. Chyba powinnam wyjść na świeże powietrze zanim się do niego zbliżę. Muszę wyjść i wytrzeźwieć całkowicie.
           Albo nie. Bo jeszcze mi ucieknie.  

***

Miałam się pojawić dopiero wtedy, kiedy będę sklejona. Może wtedy to wszystko byłoby lepsze, ale... Potrzebuję choćby taśmy, by jeszcze być, więc jestem, bo tutaj mi bliżej do tego, co dobre, co klei. 
Naprawdę potrzebuję Was.