Jeden
krok. Drugi krok. Trzeci...
Alicja
sprawiła, że na nowo odkryłam tę przyjemniejszą część życia
– zaczęłam bywać. Wszędzie. Z każdym. Codziennie.
- Przez
ostatnie kilka lat byłam pewna, że jestem na to już za stara –
powiedziałam ze śmiechem, kiedy usiadłyśmy w klubowej loży. -
Jezu, chyba odmłodniałam!
- Nowe
życie, jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? - zapytała, choć miałam
wrażenie, że bardziej interesował ją drink, bo obserwowała go
nader skwapliwie.
- Z
każdym dniem coraz bardziej. Alka, jest CUU-DOO-WNIEE!
Tak
wyglądały nasze weekendy, które były przeplatane klubami, pubami,
spontanicznymi wyjazdami, bo rzadko spędzałam samotne wieczory.
Byłam wszędzie tam, gdzie do tej pory być nie mogłam lub nie
chciałam, bo nie wiedziałam, że wypada. Mój zakrzywiony obraz
rzeczywistości, mnie samej, wreszcie wrócił na odpowiedni tor.
Parłam do przodu z niesamowitą prędkością, bez chwili refleksji
nad tym dokąd to prowadzi. Mama powiedziała mi trzy tygodnie temu,
że w końcu uderzę w jakąś ścianę, gruby mur. Zapytałam wtedy
o co jej chodzi, ale ona tylko pokręciła głową. Oznajmiłam jej:
Jestem wreszcie szczęśliwa. Nie chcesz bym była? Odparła
mi, że za jakiś czas zrozumiem.
Zanurzyłam
usta w kolorowym drinku, zdradliwym, ale tak dobrym, że nie mogłam
się oprzeć. Przymknęłam na chwilę oczy, tętniła we mnie
muzyka, a po ciele wędrowały światła. Czułam się odprężona i
gotowa na więcej.
- Ten
w niebieskiej koszuli, gapi się na ciebie! - Alicja wrzasnęła tak
głośno, że musiał ją usłyszeć cały klub.
To oczywiście
niemożliwe, bo muzyka zagłuszała najmniejsza nawet myśl, ale
przez moment tak pomyślałam. Kiedy Alka odsunęła się ode mnie,
po kilku chwilach, zerknęłam w prawo, bo tam rzekomo stał tenże
jegomość.
Nie
patrzył na mnie, był zajęty rozmową ze znajomymi i chyba świetnie
się bawił, bo szeroki uśmiech nie schodził mu z ust.
Był
niezaprzeczalnie przystojny.
Zerknęłam
w jego stronę jeszcze raz, ale wciąż patrzył tylko w jednym
kierunku. Alicja pociągnęła mnie głębiej w tłum i tym samym
rozpłynął się za dziesiątkami ciał.
Znowu
lubiłam się bawić, a raczej – znowu mogłam to robić bez
poczucia winy czy niesmaku. Wszystko było tak, jak wtedy, kiedy
miałam dziewiętnaście lat i cały świat stał przede mną
otworem. Cudownie było czuć tę lekkość!
Noc
to gonitwa – od baru, na parkiet, do toalety, na parkiet, do
baru... Lubię ją. Lubię zamawiać taksówkę i jechać nią przez
miasto, aż do mojego pięknego mieszkania, mówić Alicji, żeby
została, bo przecież jest wolne miejsce, a ona wtedy nie odmawia.
Lubię wstać rano, wcześniej niż powinnam i zrobić masę rzeczy,
a potem pobiec do pracy i zdążyć w ostatniej minucie opaść w
fotel. Lubię tę kawę z ekspresu, którą piję przez cały dzień,
lubię Marka, bo przecież nie ma lepszego mężczyzny na świecie i
gdyby on mnie kochał, to ja też mogłabym go pokochać. Teraz już
lubię wszystko, co jest wokół mnie.
Uśmiechnęłam
się sama do siebie i wtedy dopiero wróciłam na ziemię. Alicja
tańczyła obok mnie z jakimś chłopakiem, miał może nieco ponad
dwadzieścia lat. Uśmiechnęłam się jeszcze raz i postawiłam
usiąść.
- Przepraszam
– usłyszałam, kiedy wpadłam na mężczyznę.
W
niebieskiej koszuli.
Pod
kolor koszuli dobrał również swoje oczy.
Uśmiechnęłam
się do niego szeroko, troszkę zbyt entuzjastycznie.
- To
ja przepraszam – odkrzyknęłam, by mógł mnie usłyszeć.
Jeszcze
raz tylko zerknęłam w stronę jego oczu, by zapamiętać to
spojrzenie, a potem minęłam go i dobrnęłam do baru.
- Colę
z lodem – zamówiłam i wspięłam się na wysokie krzesło, które
było wyjątkowo puste. Odwróciłam się na nim w stronę parkietu i
dostrzegłam Alicję z tym samym chłopakiem, teraz w nieco bliższym
kontakcie.
Sączyłam
napój przez różową słomkę i czułam się niesamowicie dobrze.
Jeszcze lepiej, niż chwilę temu. Poszukałam wzrokiem mężczyzny w
niebieskiej koszuli. Lewa strona – nic, środek – nic, prawa
strona... Niebieskooki szedł w stronę baru. Rozglądał się, więc
domyśliłam się, że szukał znajomych. Z tego baru był dobry
widok na salę.
Odsunęłam
słomkę i jeszcze raz na niego spojrzałam – był doskonały.
Przygryzłam dolną wargę. Czułam, że wcześniej za dużo wypiłam,
ale nie byłam już taka pijana, mój umysł robił się trzeźwy.
Niebieskooki musiał być naprawdę przystojny. I to jego przepraszam
było niezwykle pociągające. Zupełnie inne.
Niebieskooki
zbliżył się do mnie, a potem nagle był tuż obok – pomiędzy
mną, a krzesłem nieopodal. Odwróciłam się w jego stronę.
Słyszałam, że zamówił jakiegoś drinka, którego nazwy raczej
nie powtórzę.
Odwrócił
głowę w moją stronę i znowu się uśmiechnął. Odwzajemniłam
ten gest i przekręciłam się w stronę baru. Sączyłam powoli colę
i próbowałam na niego nie patrzeć, choć czułam, że nadal jest
obok, że tego drinka pije ze mną.
- Jak
się bawisz? - usłyszałam.
To
pytanie było niezaprzeczalnie skierowane do mnie.
- Z
każdą minutą coraz lepiej – odparłam, odwracając się do
niego.
Był
naprawdę wysoki i... piękny. I naprawdę nie potrafiłam
powstrzymać tych myśli.
- Waleria
– wyciągnęłam rękę.
W
końcu mamy równouprawnienie, prawda? Kobiety nie muszą już czekać
aż dżentelmen ruszy w jej kierunku i wyzna dozgonną miłość.
Istnieje
coś takiego, jak dozgonna miłość?
- Alek
- uścisnął moją dłoń. - To ja wpadłem na ciebie, czy ty na
mnie?
- Która
wersja jest lepsza?
- Ten,
kto wpadł stawia drinka – zaśmiał się dźwięcznie.
- Ja
już dzisiaj nie piję, więc niech będzie druga wersja.
- To
chyba musimy wymyślić coś innego, bo to już mój ostatni –
wskazał na kolorową szklankę. - To ja jestem większy, więc
większa też ze mnie niezdara – zatem, to ja wpadłem.
- Mogę
teraz wybrać rekompensatę, tak?
Skinął
głową, ale jakby się zawahał. Czyżby przeraziła go moja osoba?
A może tylko mi się coś wydaje?
- W
takim razie dopij drinka i zaproś mnie na parkiet – powiedziałam
i spojrzałam w jego oczy tak głęboko, że nadałam tym kilku
słowom o wiele większe znaczenie.
Przesadziłam.
Na pewno, przesadziłam. Chyba powinnam wyjść na świeże powietrze
zanim się do niego zbliżę. Muszę wyjść i wytrzeźwieć
całkowicie.
Albo
nie. Bo jeszcze mi ucieknie.
***
Miałam się pojawić dopiero wtedy, kiedy będę sklejona. Może wtedy to wszystko byłoby lepsze, ale... Potrzebuję choćby taśmy, by jeszcze być, więc jestem, bo tutaj mi bliżej do tego, co dobre, co klei.
Naprawdę potrzebuję Was.